Wypalanie czyli pirografia

Kilkanaście lat temu nabyłam pirograf. Nawet nie wiedziałam, że tak się to nazywa i nazywałam go wypalarką. Nadal zresztą wolę tę nazwę. Po wypaleniu kilku wzorków na sklejkowych kółeczkach odłożyłam go do pudła i tak sobie tam leżał. Aż ostatnio….. Ja mam tak, że nie wytrwam długo w jednej aktywności. Cały czas próbuję czegoś nowego. Lubię poznawać nowe materiały, nowe narzędzia. Głównie pracuje na naturalnych materiałach – kamieniu, drewnie, papierze czy sznurku. Drewno do wypalania oczywiście bezkonkurencyjne. Bardzo dużo przyjemności daje mi ta praca.           Ale kilka dni temu natknęłam się na zdjęcie pracy wypalonej na papierze! Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zechciała spróbować. Papier akwarelowy mam oczywiście w domu (a czego ja nie mam…) bo musi to być gruby papier oczywiście. Wzięłam papier, zrobiłam szkic i zabrałam się do pracy z ciekawością. I tak – naprawdę się da wypalać na papierze! Sama bym na to nie wpadła dlatego śpieszę podzielić się tą informacją 😀 Mój papier jest bardzo porowaty, co chwilami dość mocno przeszkadzało, szczególnie, że moja wypalarka z Lidla to taki absolutny basic i nie jest przeznaczona do artystycznego wyżywania się. Ale idąc w zgodzie z powiedzeniem: „złej baletnicy przeszkadza rąbek spódnicy” jeszcze nie kupiłam nowej i daję radę tą nieprofesjonalną. Sami zobaczcie jak wyszło 😀     Na ogół pracuję wieczorem i w nocy, więc zdjęcia robię przy nie najlepszym świetle, musicie mi wybaczyć tę jakość. Żeby było bardziej pawio dodałam trochę koloru akwarelowymi, metalizującymi farbkami (tym samym wypróbowując nowy zakup).     Polubię się z tym papierowym wypalaniem 😀
___________________________________________
Wszystkie teksty i zdjęcia na tym blogu są mojego autorstwa. Kopiowanie, rozpowszechnianie i wykorzystywanie ich bez mojej zgody jest zabronione.
___________________________________________